menu search recent posts
18 kwietnia 2014 standard

4 minuty

Łukasz, mój brat wujeczny, robi bardzo ładne zdjęcia. Od kilku miesięcy obserwuję na FB jak dodaje je do takiej strony dla fotografów:  500px. Albo sam dodaje tam zdjęcia, albo na jego kanale FB pojawiają się zdjęcia innych fotografów, które mu się spodobały. Wszystkie są tak dobre, że trudno nie zwracać na nie uwagi.

Ja też ostatnio wróciłam do robienia zdjęć. Kiedyś było to jedno z moich głównych zainteresowań. Przez wiele lat razem z Baćmagą (Joanną Agą) chodziłyśmy do pracowni Leonarda Karpiłowskiego. Tylko, że tam robiłyśmy zdjęcia głównie dużym obrazkiem, który wygląda tak:

Aparat wielkoformatowy. Autor: Håkan Dahlström from Helsingborg, Sweden (Large format camera) [CC-BY-2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], undefined

A myśleliście, że taki aparat z miechem, to tylko na starych filmach?

Oczywiście taki zwykły aparat też miałam, ale nigdy nie było mnie stać na nic naprawdę dobrego. Najpierw była to stara radziecka Wilia (znaleziona w kredensie babci), a kiedy miałam naście lat zarobiłam na Practicę. Niestety była to Practica z późnego okresu NRD, z wieloma plastykowymi elementami, i zmurszała równie szybko co jej kraj pochodzenia.

Od tamtej pory pozostałam bez aparatu, bo jak poszłam do pracy i zamieszkałam z Tomkiem to i tak nie było czasu na robienie zdjęć. Aż do pewnego dnia minionej jesieni, kiedy to przystanęłam przed sklepem Nikona odczuwając silny impuls kryzysu wieku średniego.

Kryzys wieku średniego

Kryzys wieku średniego to bardzo brzydka nazwa (zapewne wymyślona przez nudne żony, których mężowie nagle zaczynają robić rzeczy, z których te nie są zadowolone) odnosząca się do cudownej realizacji w naszym życiu, że życie jest po to, żeby żyć.

Panowie podobno kupują wtedy to Porche, o którym zawsze marzyli. Ja kupiłam Nikona.

Natychmiast pochwaliłam się tym faktem Bartkowi (mojemu bratu umownemu), który skwitował moje rewelacje krótkim: „Mogłaś pożyczyć ode mnie”.

Jak widać niektórzy swój kryzys wieku średniego mają już dawno za sobą.

Robienie zdjęć

Nie zrażona brakiem entuzjazmu najbliższego otoczenia, pewnego bardzo brzydkiego dnia wyruszyłam na łowy, i zrobiłam mnóstwo zdjęć, z których większość jest do niczego.

Sposób robienia zdjęć się zmienił. Kiedyś każda klatka była specjalnym wyborem, dziś można klikać na prawo i lewo. Do tego nie przeczytałam jeszcze tej grubej książki, którą dawali z aparatem. Kiedyś wystarczyło znać zależność pomiędzy przesłoną, migawką i czułością filmu, i można było robić zdjęcia. Dziś aparat sobie to wszystko sam ustawia, tylko najpierw trzeba przeczytać księgę-instrukcję, żeby dowiedzieć się, jak się z nim porozumieć.

Co więcej, jak się już te zdjęcia zrobi, to się ich nie wywołuje, czyli odpada cała zabawa w ciemni, a to zawsze był taki moment intymnego przebywania z własnymi fotografiami i ostatecznej decyzji co do tego, z którymi z nich będziemy znać się dłużej, a które już na zawsze pozostaną tylko na kliszy.

No cóż. Jest jak jest, i wcale nie narzekam, tylko próbuję się przestawić. Ale zmieniły się też same zdjęcia. Na tej stronie, o której wspominałam na początku, nie widziałam ani jednego, które nie byłoby obrobione Photoshopem. Więc kiedy kilka dni temu wpadłam na pomysł, żeby wrzucić tam parę swoich, pierwsze o czym pomyślałam, to żeby najpierw je trochę podkręcić.

Druga myśl jednak była inna. Lubię moje zdjęcia takie jakie są, bo najważniejszy jest dla mnie moment wyboru, kiedy decyduję się je zrobić. Kiedy moje otoczenie wygląda tak a nie inaczej, i kiedy próbuję z niego wydobyć to, co ukaże się na zdjęciu. Obrabianie ich Photoshopem popsułoby moje doświadczenie związane z ich robieniem.

Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem przeciwna obróbce zdjęć, lub że nigdy nie zamierzam się w nią bawić. Po prostu to nie jest coś co mnie pociąga obecnie. Moje zdjęcia mi się podobały bez żadnych poprawek (nawet ich nie kadrowałam, bo dość dobrze kadruję z ręki, to znaczy w chwili robienia zdjęcia, i zwykle nie ma takiej potrzeby). Więc postanowiłam wrzucić je na próbę bez żadnych zmian, i zobaczyć jaka będzie reakcja innych fotografów.

Dwa dni później jestem cała w skowronkach, bo dostałam 47 pozytywnych ocen, parę miłych komentarzy i 7 osób zaprenumerowało mój kanał.

Moje zdjęcia na 500px

500px ma dodatkowo wskaźnik o nazwie Pulse, który pokazuje jak twoje zdjęcie w danym momencie plasuje się na tle innych.

Pierwsze jakie wrzuciłam to jedno z tryliona zdjęć z chmurami krążących w internecie, ale udało mi się na nim uchwycić tęczę i księżyc. Zrobione przez szybę samochodu w drodze powrotnej z Torunia. Mimo, że takich zdjęć jest bardzo dużo, od razu ktoś dodał je do ulubionych. Najwyższy Pulse jaki osiągnęło wyniósł 60,2 na 100 możliwych punktów, co jest całkiem niezłym wynikiem. Widziałam mnóstwo świetnych zdjęć, które tak daleko nie zaszły.

Tęcza i księżyc (Rainbow and the Moon by Sylwia Szczypek at 500px)

Zachęcona, dodałam następne. Figurka Matki Boskiej jakich pełno wszędzie, a tym bardziej w mojej podmiejskiej okolicy, ale na arenie międzynarodowej może się jawić dość egzotycznie. No i jest jeszcze kot. U szczytu swojej jednodniowej sławy dostała 69,7 pkt.

Maria (Mary by Sylwia Szczypek at 500px)

Na końcu zdjęcie, które już znacie z poprzedniego postu. Kobieta z psem biegnąca w lesie w Międzylesiu. To zdjęcie podobało się najbardziej (mi również). Dostało 89,4 pkt. i na jeden dzień trafiło na tablicę Popular, czyli kilku tysięcy zdjęć najchętniej polubianych danego dnia. Ktoś nawet zgłosił chęć zakupu.

Mglisty las (Foggy Forest by Sylwia Szczypek at 500px)

Zamierzam kontynuować zabawę z aparatem, również przy lepszej pogodzie. A w między czasie zachęcam do przyłączenia się na 500px. Darmowe konto pozwala na dodanie 20 zdjęć w miesiącu. Zdjęcia można sprzedawać – serwis świadczy usługę ich wydruku w formie obrazków na ścianę. Kilku moich przyjaciół i ich przyjaciół robi świetne zdjęcia (dużo lepsze niż moje) i mam nadzieję, że Was tam wszystkich spotkam. Moje konto znajdziecie tu: Sylwia Szczypek @ 500px.

11 stycznia 2014 standard

1 minuta

11 stycznia – 11 kwietnia 2014

Dziś jest 11 kwietnia. Zaczęłam pisać ten post dokładnie trzy miesiące temu, i obiecywałam sobie, że będę pisać regularnie, raz w tygodniu. Tak to jest z obietnicami.

To ma być mój blog osobisty. Prowadziłam w życiu różne blogi na różne tematy, ale nigdy takiego o mnie. Teraz jednak, z kilku powodów, postanowiłam zrobić inaczej.

Dlaczego?

Po pierwsze, do niedawna pisałam dużo bardzo osobistych maili. Teraz już tego nie robię, a pozostałe po nich miejsce należałoby zapełnić, żeby nie było mi smutno i pusto.

Po drugie, w tym roku jestem pod wpływem energii Siedem, a to oznacza samopoznanie i pisanie. Zresztą pisanie jest świetną formą samopoznania, bo kiedy formułujemy nasze myśli, uczucia i doświadczenia przemyśliwujemy je na nowo.

Po trzecie, dużo (czytaj: niemal wszystko) się ostatnio w moim życiu skończyło, a to oznacza, że czas zacząć od nowa. Tylko, że jestem w takim miejscu, że wiem, że dokądś wkrótce pójdę, ale wciąż nie wiem dokąd. Mam nadzieję, że to pisanie mi pomoże w obraniu kierunku.

Po czwarte, ważne jest dla mnie znalezienie integralności, czyli pełnego pojednania z samą sobą. Niby z natury jestem szczera i niczego nie udaję, ale jednak jest ileś tam warstw, pod którymi się skrywamy nieświadomie. Takie publiczne odkrycie jest mi potrzebne, żeby te warstwy odrzucić.

Po piąte (żeby nie kończyć na czwórce, której nie lubię) mam za dużo pomysłów, i chcę gdzieś je spisywać zanim zapomnę. Może chociaż część z nich kiedyś zrealizuję.

Czy ktoś to będzie czytał?

Nie wiem, ale z pewnością będzie mi miło.

Nie wiem też jeszcze o czym to dokładnie będzie. Pewnie o wszystkim co mnie w danej chwili zainteresuje.

Tak czy inaczej – zapraszam!

Na zdjęciu pani biegnąca z psem w lesie w Międzylesiu.